Czy powinniśmy kierować <br>dzieci (i siebie) <br><i>ku przyjaźniom?</i?

Czy powinniśmy kierować
dzieci (i siebie)
ku przyjaźniom?

Czyli jakie znajomości działają na nas „rozwojowo”?

Przyjaźń to coś między prywatnym spa dla mózgu a najlepszą lekcją rozwojową w wersji „życie na żywo”. Psychologia i neurobiologia są zgodne: dobrzy ludzie nam służą - dosłownie. Mózg w towarzystwie sensownych przyjaciół wydziela więcej oksytocyny (tej od „czuję się bezpiecznie”) i serotoniny (tej od „świat nie jest taki zły”). A w relacjach toksycznych - kortyzol tańczy kankana.

Czy powinniśmy kierować dzieci (i siebie) ku przyjaźniom?

Tak. Ale nie jak do muzeum, gdzie „to wolno, tamtego nie wolno”. Raczej jak do ogrodu: pokazujemy, jak rośliny rosną - i jak rozpoznać chwasty.


Jakie znajomości działają na nas „rozwojowo”? Te, które:
  • Wspierają, zamiast oceniać,
  • Śmieją się z nami, nie z nas,
  • Pozwalają być sobą - nawet w wersji „w dresie i z gorszym dniem”,
  • Mówią prawdę, ale z troską,
  • Nie obrażają się na granice (Twoje, nie tylko geograficzne).

Psychologia rozwojowa mówi:

w takich relacjach buduje się bezpieczny styl przywiązania - czyli wewnętrzny zapis „jestem OK i ludzie są OK”. Neurobiologia dodaje: wtedy układ nerwowy się reguluje, a mózg uczy się, że świat to nie ring.


A jakie znajomości są… średnio korzystne? Te, po których:
  • Czujesz, że musisz „zasłużyć” na uwagę,
  • Stale się tłumaczysz,
  • Twoja energia znika, jakby ktoś Cię podpinał do siebie jak powerbank,
  • Krytyka pojawia się częściej niż życzliwość,
  • Twoje granice są traktowane jak dekoracja świąteczna - czasowa.

Mózg w takich relacjach częściej uruchamia tryb alarmowy - czyli kortyzol + napięcie + nadmierne analizowanie = mało miejsca na radość i rozwój.


Czy można „wybierać ludzi, którzy niosą w górę”?

Jak najbardziej i to bez poczucia winy. To nie selekcja do drużyny olimpijskiej, tylko rozsądna troska o zdrowie psychiczne.


Pomagają trzy pytania kontrolne:
1. Jak się czuję po spotkaniu?

Lżejszy? Spokojniejszy? - to dobry znak.

Cięższy niż przed? - warto się zastanowić.

2. Czy mogę być sobą, czy gram rolę?

Jeśli ciągle masz włączony „tryb autoprezentacja 3000” - to raczej nie jest Twoje plemię.

3. Czy w tej relacji jest wzajemność?

Przyjaźń to nie jest jednostronna infolinia emocjonalna.

A co z kierowaniem dzieci?

Delikatnie. Bez tekstów w stylu: „Z Kasią się nie baw, ona jest zła.”

Lepiej: „Zauważyłam, że po zabawie z Kasią czujesz się smutna. Jak myślisz, czemu?”


Dziecko uczy się:
  • Rozpoznawać emocje,
  • Czytać sygnały relacyjne,
  • Wybierać, zamiast ślepo podążać.

Czyli buduje mądrą autonomię, nie lęk.


I na koniec:
Przyjaciel to ktoś, przy kim układ nerwowy mówi: „Okej, możemy oddychać.”

Nie muszą być „naj”, „wow” ani „z Instagrama”. Wystarczy, że są prawdziwi - i pomagają nam być prawdziwymi.

A mózg? Śmieje się razem z nami i odkłada stres na półkę. I o to chodzi

Anna Wołyniak

Autor:

Anna Wołyniak

Psycholog

Zobacz więcej wpisów autora

Dołącz do nas!

W Mózgotece zmieniamy sposób, w jaki młodzi ludzie odkrywają swoje możliwości.

Wypełnij formularz kontaktowy

Jestem: