
- czas, kiedy dzieci mówią magiczne „nudzi mi się” średnio co 7–12 minut, a dorośli odkrywają w sobie pokłady kreatywności, o których nawet Netflix nie śnił. I teraz dobra wiadomość: żeby było fajnie, wcale nie trzeba wyjeżdżać w Alpy, a dzieci nie muszą mieć nart przypiętych do nóg jak dojrzały renifer.
dzieci potrzebują przede wszystkim relacji, ruchu i poczucia, że są ważne (ale nie „najważniejsze na świecie, królewskie diamenty z turbo-edition”).
Mózg dziecka uwielbia bodźce - ale nie w wersji „pięć atrakcji dziennie do upadłego”.
Najlepiej działa naprzemienność: trochę ruchu, trochę spokoju. Zabawa w domu? Jasne.
Teatralne przedstawienie z prześcieradła, „restauracja” w kuchni albo wielka misja budowania bazy z koca. To wszystko buduje kreatywność, poczucie sprawczości i reguluje emocje - serio, to jest neurobiologicznie uzasadnione.
Tu obowiązuje zasada: krótsze zdania, mniej egzaltacji, więcej wolności ��
Nastolatek potrzebuje dwóch rzeczy - poczucia autonomii i miejsca na nudę. Nuda to wróg dorosłych, ale przyjaciel mózgu nastolatka - wtedy dopiero uruchamia się kreatywność i integracja nowych połączeń neuronalnych. Można zaproponować wspólne gotowanie, planszówki, escape room, filmowy maraton… ale bez „będziemy się teraz integrować, bo tak mówi psychologia rozwojowa”. To słowo działa jak repelent.
Wspólne, spokojne, „zwyczajne” chwile pomagają regulować układ nerwowy — obniża się poziom kortyzolu, rośnie oksytocyna, a mózg zapisuje: „z tymi ludźmi jest bezpiecznie”. A poczucie bezpieczeństwa to fundament zdrowia psychicznego.
Super - bo dziecko nie potrzebuje perfekcyjnych ferii.
Potrzebuje dorosłego, który nie udaje superbohatera, tylko jest.
Wszyscy w piżamach do 13:00.
Kłótnia o pilota.
Wspólne kakao i śmiech.
…to gratulacje - neurobiologia klaszcze, psychologia macha flagą, a dzieci rosną zdrowo.
Narty są fajne. Ale bycie razem - jeszcze fajniejsze.

Autor:
Psycholog
W Mózgotece zmieniamy sposób, w jaki młodzi ludzie odkrywają swoje możliwości.