
Styczeń to taki miesiąc, który zachowuje się jak system operacyjny w wersji beta: trochę działa, trochę się zacina, a co chwilę wyskakuje komunikat „brak energii życiowej”. Dobra wiadomość: psychologia i neurobiologia mają na to parę trików i nie wymagają nawet kupowania karnetu na siłownię „od jutra”.
Mózg kocha światło. Bez niego robi się bardziej marudny niż nastolatek w poniedziałek rano.
Dlatego:
Więcej światła = lepszy nastrój, bo budzi się serotonina i zegar biologiczny przestaje udawać,
że jesteśmy niedźwiedziem.
Noworoczne rewolucje są fajne… przez 4 dni. Psychologia mówi: mózg lubi małe wygrane, bo każda z nich daje odrobinę dopaminy. Więc zamiast:
„od dziś będę kompletnie nowym człowiekiem”,
spróbuj:
Małe rzeczy karmią mózg. Wielkie zmiany głównie go przerażają.
Nie chodzi o to, by zostać Iron Manem. Wystarczy:
Ruch obniża kortyzol (hormon stresu) i poprawia koncentrację. Czyli, mniej zgrzytów w głowie.
Układ nerwowy lubi regulować się… w towarzystwie. Oksytocyna robi wtedy swoje i świat od razu wygląda mniej styczniowo. Telefon, kawa, spacer - cokolwiek. Człowiek to nie samotny kaktus.
Styczeń to nie czas na życie na turboobrotach. Sen:
Mózg po prostu potrzebuje ładowarki. I nie - nie działa na kablu USB.
Twój układ nerwowy naprawdę nie musi wiedzieć wszystkiego od razu.
Zamiast:
powiedz:
Neurobiologia przybije piątkę.
…to wszystko daje sygnał: „jest stabilnie”. A mózg uwielbia stabilność.
Psychologia jasno mówi: akceptacja obniża napięcie.
Walcząc ze styczniem jak z wrogiem, tylko go wzmacniasz.
Lepsze hasło to:
Wprowadź drobne oznaki życia:
Mózg: „Aha, życie trwa!”
A po drugiej stronie, więcej słońca, mniej prania i trochę lżejsze nastroje.
Do wiosny damy radę! Powoli. Po ludzku. Z herbatą.

Autor:
Psycholog
W Mózgotece zmieniamy sposób, w jaki młodzi ludzie odkrywają swoje możliwości.